Pin It

Obawiasz się, że narodziny dziecka oznaczają rezygnację ze swoich pasji i marzeń? Agnieszka Jasińska, mama dwuletniego malucha i organizatorka spotkań dla rodziców BoboCamp, przekonuje, że czas spędzany z dzieckiem może być równie twórczy. „Nie bierzcie wszystkiego do siebie, nie bądźcie idealne, korzystajcie z pomocy innych” –  radzi młodym mamom.

Jak pojawił się pomysł na warsztaty BoboCamp?

Prawie dwa lata temu urodziłam syna i po pierwszych dniach, po pierwszym szoku związanym ze zmianami, jakie nastąpiły w moim życiu, zaczęłam zastanawiać się, co ze sobą zrobić. Nie należę do osób, które potrafią długo usiedzieć w jednym miejscu i wizja bycia z dzieckiem w domu i nie robienie niczego poza tym nie odpowiadała mi. Z wykształcenia jestem specjalistą ds. marketingu, a przed porodem zajmowałam się głównie e-marketingiem, a także organizacją różnych eventów. Kolejną rzeczą, która przemawiała za stworzeniem miejsca spotkań dla rodziców, było moje doświadczenie w branży dziecięcej – przez kilka lat prowadziłam serwis parentingowy. I tak składając wszystkie moje doświadczenia i fakt, że zostałam mamą, narodził się pomysł na BoboCamp.

Czy zorganizowanie pierwszego spotkania obyło się bez większych trudności czy jednak wymagało więcej wysiłku, niż Pani się spodziewała?

Oczywiście trudności były. Pierwsza była w mojej głowie. Musiałam przekonać samą siebie, że mogę, że potrafię, że się uda. Po porodzie mój świat wywrócił się do góry nogami i miałam wrażenie, że dziecko bardzo mnie ogranicza, że nie jestem już tak niezależna i mobilna jak przed porodem. Trudność sprawiało mi wszystko. Dlatego też musiałam przestawić swoje myślenie, zmienić organizację dnia, życia rodzinnego i zawodowego. Nadal raz na jakiś czas, jak mój syn wchodzi w kolejny etap rozwoju, muszę dostosowywać się do niego i jego potrzeb.

Po przestawieniu myślenia okazało się, że to nie ostatnie trudności. Ciężko jest namówić ludzi do współpracy, szczególnie jak nie dysponuje się zbyt dużym budżetem albo wręcz czasami nie ma w ogóle pieniędzy. I tak pierwsze spotkanie było zaplanowane na czerwiec 2012 roku i musiało być przesunięte na wrzesień. A później ze spotkania na spotkanie było łatwiej.

Otoczenie kibicowało Pani czy raczej sceptycznie podchodziło do pomysłu?

Kibicowali mi najbliżsi – mój narzeczony, rodzice, brat, bratowa. Każdy robił i robi to na swój sposób. Mój narzeczony jest recenzentem każdego nowego pomysłu, doradza mi, podpowiada, czasami po prostu słucha, a innym razem motywuje. Rodzice wspierają mnie głównie pod względem opieki nad Filipem – mama zawsze zostaje z małym, jak są spotkania. A moja bratowa czyta wszystko, co napiszę i bezlitośnie wytyka każdy błąd. Ale były też głosy mówiące, że się nie uda i że rzucam się z motyką na słońce. Uważam jednak, że takie głosy są bardzo potrzebne – przynajmniej mi, bo motywują do działania.

BoboCamp to miejsce, gdzie młode mamy mogą podzielić się swoim doświadczeniem i wątpliwościami. Czy zauważyła Pani, że jakieś tematy szczególnie leżą im na sercu? Z jakimi problemami najczęściej się zmagają?

BoboCamp to miejsce, gdzie każdy może być ekspertem, gdzie nie jesteśmy tylko rodzicami, ale i księgowymi, pedagogami, logopedami, położnymi, podróżniczkami, doulami, dietetykami itd. Jednak problemy, które mamom leżą na sercu, związane są głównie z dziećmi. Tak to już jest, że jak pojawia się mały człowiek w rodzinie, to nie potrafimy rozmawiać o niczym innym. Dzielimy się więc uwagami dotyczącymi diety dziecka, karmienia piersią, pieluch itp. To, co chyba jest najistotniejsze w spotkaniach, to fakt, że nikt nikogo nie ogranicza. Często jest tak, że wychodzimy od jednego tematu, przechodzimy przez drugi i kończymy na trzecim jeszcze innym. Na BoboCamp rodzice mogą się wygadać i porozmawiać z osobami, które ich rozumieją, bo mają dokładnie takie same problemy. Cenne jednak jest to, że każdy do rozwiązania takiego samego problemu podchodzi w różny sposób i ta mnogość punktów widzenia często może być bardzo inspirująca.poradniki ciążowe

Czy poruszana jest też kwestia łączenia życia osobistego i zawodowego? Co w takiej sytuacji doradzają sobie nawzajem młode mamy?

Podstawowym założeniem spotkań jest aktywizowanie rodziców i pobudzanie ich do działania, pokazywanie, że czas spędzony z dzieckiem może być twórczy, a my też możemy się rozwijać. Dlatego też na spotkania zapraszane są przedsiębiorcze mamy. Na przykład gościem pierwszego spotkania była Pani Prezes Spółdzielni MaM, która opowiadała o blaskach i cieniach pracy na tak zwanym „swoim” z dzieckiem u boku. Przychodzą również dziewczyny, które założyły własne firmy po ciąży, jak Justyna Kwiatkowska, zajmująca się coachingiem i motywowaniem mam. Iza Sztandera z kolei jest doradcą macierzyńskim, doulą i mamą trójki dzieci. Jak widać kwestia łączenia życia zawodowego z osobistym jest obecna na spotkaniach cały czas.

A co doradzamy? Przede wszystkim żeby żyć w zgodzie ze sobą. Nie każdy jest stworzony do pracy na „swoim” albo na etacie. Są mamy, dla których dziecko jest całym światem, a są też takie, które bez pracy nie potrafią funkcjonować. Ważne jednak, aby być uczciwym w stosunku do siebie, robić to, co się lubi i nie zapominać o sobie i swoich potrzebach. To pamiętanie o sobie jest o tyle ważne, że dzieci dorastają i kiedyś opuszczą dom. Dobrze wtedy jest mieć co ze sobą zrobić.

Na spotkania przychodzą też ojcowie? Czy raczej to typowo kobiece grono?

Spotkania kierowane są do rodziców, dziadków, opiekunów. Do wszystkich, którzy chcą wiedzieć więcej o wychowywaniu dzieci, stawaniu się rodzicem. Jednak na spotkania głównie przychodzą mamy – takie są polskie realia, że mamy opiekują się dziećmi w pierwszych latach ich życia. Co nie zmienia faktu, że jest dwóch ojców regularnie przychodzących na spotkania i mam nadzieję, że to grono będzie się powiększać. Punkt widzenia panów jest dla nas bardzo ważny, bo rola ojca jest coraz bardziej zauważana i doceniana.

Jest Pani mamą, ale równocześnie pełną pomysłów organizatorką. Co doradziłaby Pani kobietom, które obawiają się, że macierzyństwo oznacza rezygnację ze swoich pasji?

Macierzyństwo oznacza rezygnację ze swoich pasji tylko wtedy, jeśli się na to zgodzimy i sami zbudujemy sobie ograniczenia. Wielu rodziców udowadnia, że narodziny dziecka nie są powodem do rezygnacji z wyjazdów, z życia zawodowego, z życia seksualnego, z własnych marzeń, ambicji. Trzeba tylko chcieć i umieć przestawić sobie myślenie. Oczywiście nie będzie już tak łatwo jak przed ciążą i porodem, nie będzie można bezkarnie iść na całonocną imprezę, pojechać stopem dookoła świata, ale zawsze można zorganizować się tak, żeby wszyscy byli zadowoleni – trzeba tylko chcieć.

To, co jeszcze bym doradziła, to dać sobie pomóc. Mamy, nie bierzcie wszystkiego do siebie, nie bądźcie idealne, korzystajcie ze wsparcia mężów, babć, teściowych, cioć. Nie bójcie się również wsadzić dziecko w chustę, nosidło czy wózek i jechać na spacer do fajnego parku, na spotkanie czy po prostu na kawę. I to co najważniejsze – nie zapominajcie o sobie!

Serdecznie dziękuję za rozmowę.


Agnieszka Jasińska – mama 2-letniego Filipa i organizatorka bezpłatnych spotkań dla rodziców BoboCamp, odbywających się w Warszawie na Saskiej Kępie i na Kabatach (www.bobocamp.pl). Przed urodzeniem dziecka przez kilka lat pracowała w branży dziecięcej, prowadząc serwis dla rodziców. Teraz jako mama łączy obowiązki domowe z zawodowymi, organizując spotkania BoboCamp i pokazując, jak nie rezygnować z siebie i swoich ambicji, mając dziecko. Oprócz organizacji spotkań pracuje jako zewnętrzny doradca ds. e-marketingu i prowadzący zajęcia ze studentami o tej tematyce.

fot. Paulina Dudek

Jeśli uważasz ten artykuł za przydatny, podziel się nim z innymi.
Pin It
Pozostań też z nami w kontakcie:
- Polub nasz fanpage na Facebooku, a będziesz na bieżąco z najnowszymi artykułami i ciekawostkami ze świata parentingu
- Śledź nas na Instagramie. Znajdziesz tam ciekawe akcesoria dla dzieci, wartościowe książki i relacje z miejsc, w których bywamy :)
- Zapisz się do naszego newslettera. Jako pierwsza/pierwszy otrzymasz dostęp do najnowszych artykułów, konkursów i różnorodnych bonusów.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ